Magiczna Tamina...

Położone w kantonie Sankt Gallen miasto Bad Ragaz to znany ze względu na ciepłe źródła szwajcarski kurort. Ale to nie chęć wizyty w termach przywiodła mnie do tego uroczego miasteczka, lecz magiczna opowieść, zawieszona gdzieś pomiędzy snem, a rzeczywistością, która towarzyszy zwiedzającym kanion rzeki Tamina w podróży do tajemnicy ciepłego źródła...

Opowieść zaczyna się przy wodospadzie. Tutaj spotykamy małego Paracelsus'a, który spaceruje ze swoimi rodzicami. W pewnym momencie chłopiec słyszy tajemniczy głos... Ciekawy i nieustraszony podąża za dźwiękiem i znika w dzikich wodach rzeki...

Nadchodzi burza. Rzeka staje się coraz bardziej niespokojna. Zrozpaczeni i zdesperowani rodzice szukają swojego dziecka. Bezskutecznie...

Rzeka zaczyna występować z brzegów. Mieszkańcy desperacko próbują oprzeć się powodzi i budują tamę. Rodzice tracą nadzieję, że uda im się znaleźć Paracelsus'a żywego. Ale tam, w słabym świetle ciemności - mistyczna sylwetka w wodzie... Co to może być?...

Paracelsus dzięki Taminie trafia do jej magicznego domu i spotyka w nim fantastyczne stworzenia, które zdają się reagować na jego dotyk i powierzają mu wielką tajemnicę...

W starym tartaku rozpoczyna się gra świateł, cieni i łagodnej muzyki... Stajemy się jej częścią...

Zapach prażonych migdałów i grzanego wina przenosi zwiedzających na chwilę z powrotem do (kulinarnej) rzeczywistości. Pozostaje jedno pytanie: jak skończy się ta opowieść?...

Pełne nadziei głosy słychać w wiosce. Paracelsus żyje? Mieszkańcy słuchają opowieści Paracelsusa z niedowierzaniem. Tajemnicę Taminy, którą odkrył podczas swej wyjątkowej podróży może ujawnić tylko jednej osobie. Czy podejmie właściwą decyzję?...

------------------------------------------------------------------------------------------------
Magia trwa jeszcze do soboty 12.01.2019 codziennie od godziny 17. Więcej info tutaj: Tamina Lumina

Zajrzyjcie na Instagram Sagitty: 

Frit(o) Mallorqui(n)...


Na "Rancho Grande Park" trafiliśmy przez przypa... żołądki. Wyczuły, co dobre. Ale nie tylko  znakomite jedzenie oferuje to miejsce...

Historia rancha sięga 1964 roku, kiedy narodziła się idea oferowania przejażdżek konnych w tym rejonie Majorki. Właściciele zaczynali z dwoma końmi i mułem. Oferta obejmowała również (i obejmuje do dzisiaj) wieczory BBQ przy muzyce na żywo. Od tego czasu liczba koni wzrosła do prawie 100, a oferta rozszerzyła się między innymi o "Mini Zoo". Z tarasu rozpościera się piękny widok na góry i pola, a atmosfera jest sielankowa.

7 sekund...


Rzeka. Reuss. Wąski przesmyk. Między skałami. Skotłowana woda. Kajak. Ściąga go. Ściąga na skałę. Przechyla. Zwolnione tempo. Pyk. Wypadamy. Szok. Kotłuje. Jego ręka. Chwyta moją. Mocno. Żyje. Jest obok. Tylko nie puść. Jezu. Masa gałęzi pod wodą. Konary. Blokują. Gdzie jest powierzchnia. Czerń nad głową. Kajak. Gałęzie. Jaśniej. Masa wody. Gdzie ona się kończy. Kotłuje. Pyk. Uwolnienie. Gałęzie. Trą o twarz. Ciągnie dalej pod wodą. Boże. To się nie uda. Ale jak to. Bezsilność. Pyk. Powierzchnia. Tlen. "Spokojnie. Teraz spokojnie. Do tamtej skały." Skała. Śliska. Nurt. Za szybki. Ściąga. Dalej walka. Rany. To się nie skończy. Pyk. Znalazł podłoże. Przyciąga. Obejmuje. Oni rzucają profesjonalne kapoki. Oaza. Drżenie dłoni. Łzy.

7 sekund pod wodą. W tej kipieli - cała wieczność...

Królestwo kazuarów i pomidorowy relish...

Do położonej na południe od Cairns miejscowość Mission Beach dotarliśmy późnym wieczorem. W uroczej "The Chantra B&B" mieliśmy spędzić jedną noc i rano ruszyć dalej na północ. Liczyliśmy na to, że tutaj uda nam się pierwszy raz spotkać kazuary.

Te piękne nieloty mogą osiągnąć wysokość nawet 180 cm. Kostna narośl na czaszce przypominająca hełm, ostry dziób i potężne pazury będące groźną bronią budzą respekt... Ten wyglądający jak dinozaur ptak zmuszony do walki jest bardzo agresywny i stanowi spore zagrożenie dla zdrowia i życia człowieka (instrukcja obsługi w poście "Polecieć do Australii i z niej wrócić...").


W "Chantrze" kazuary są dość częstymi gośćmi. Spacerują po okolicy, podchodzą bardzo blisko do człowieka. Potrafią wejść do kuchni, odnaleźć kocie żarcie i ucztować. Podobno przyłapany na gorącym uczynku kazuar patrzy wtedy z pogardą i wygląda przy tym tak, jakby chciał powiedzieć: "Tak, stary! Jem kocie żarcie. 'Handluj' z tym". I wraca do kociej miski.
Niestety, mimo tego, że jest to doskonałe miejsce do spotkań z kazuarami, żaden nie wpadł do nas na śniadanie. A jest czego żałować. Szczególnie, że urocza Gospodyni podała nam do śniadania coś, co było doskonałe - pomidorowy relish domowej roboty (ktoś w okolicy przygotowuje takie smakołyki i je sprzedaje). Posmakował nam tak, że musiała przeczesywać swoją spiżarkę. Na szczęście znalazła jeszcze jeden. Już wtedy wiedziałam, że po powrocie będę musiała przeczesać internet, żeby odtworzyć ten smak. 



TOMATO RELISH

Składniki:

10 dojrzałych pomidorów (średniej wielkości)
4 cebule (średniej wielkości)
1 szklanka brązowego cukru
2 łyżeczki soli
3 łyżeczki curry w proszku
1/2 łyżeczki chilli w proszku
2 łyżeczki musztardy w proszku
1 szklanka octu słodowego (zamiennie: ocet balsamiczny)

Przygotowanie:

Pomidory obrać ze skórki i pokroić w kostkę. Włożyć do miski. Pozostawić na kilka godzin (lub na całą noc). Cebulę pokroić w drobną kostkę, posypać solą. Pozostawić również na kilka godzin (lub całą noc).

Pomidory i cebulę umieścić w rondlu lub dużej patelni. Dodać cukier. Gotować na małym 'ogniu', aż cukier się rozpuści. Zwiększyć 'ogień' i doprowadzić do wrzenia. Gotować ok. 5 minut.

Przygotować mieszankę z przypraw. Połączyć curry, chilli, musztardę z 2-3 łyżeczkami octu (do uzyskania gładkiej pasty). Dodać do powstałej mieszanki pozostały ocet, pomieszać, wlać do gotujących się pomidorów z cebulą. Dokładnie połączyć składniki. Gotować (około 60 minut) bez przykrycia (mieszając od czasu do czasu) aż relish będzie miał dość gęstą konsystencję. Przełożyć do wyparzonych słoików.

Pomidorowy relish jest świetnym dodatkiem do mięs, kanapek, tostów, jajecznicy itp.