Dwanaście...
Doskonale pamiętam ten moment dwanaście lat temu, kiedy trafiliśmy do Szwajcarii na dwa lata. 31 stycznia 2014 roku. Równie dobrze pamiętam, jak dwa lata temu publikowałam post "Dekada, czyli dokładnie dziesięć lat temu..." o przeprowadzce do Szwajcarii. Już wtedy mogłam uruchomić proces starania się o szwajcarskie obywatelstw0. Nie ruszyłam z tym do tej pory. Te dwa lata zleciały tak szybko, a ja nie miałam przez ten czas odwagi, żeby potencjalnie zostać Szwajcarką.
Podobno kiedy myślimy o czerwonym samochodzie to zaczynamy czerwone samochody widzieć wszędzie. Podobnie mają kobiety w ciąży. Nie że widzą wszędzie czerwone samochody, ale inne kobiety z ciążowym brzuszkiem, ewentualnie z wózkiem. I ja tak teraz mam w tej swojej emigracyjnej bańce. Widzę dużo postów o tym, jak trudno żyć w tym emigracyjnym rozkroku na dwa kraje. Szczególnie tym, którym urodziło się dziecko. Ostatnio ze Znajomą Mamą z Czech, która w Szwajcarii jest krócej o rok ode mnie, zaczęłyśmy o tym rozmawiać. Jak tutaj brakuje tego, co jest tam. Jak trudno czasami poradzić sobie z myślą, że będąc tu, tracimy coś, co jest tam. Powroty z Ojczyzny, szczególnie wydaje mi się po Bożym Narodzeniu i Nowym Roku, uruchamiają dość mocno tęsknoty i refleksje.
Po powrocie z Polski do Szwajcarii z okresu świąteczno-noworocznego, czyli po powrocie z domu do domu, dowiedziałam się, że tutaj Ktoś, Kogo znałam i lubiłam "nagle zniknął i uporczywie Go nie ma". Nie byłam z Nim związana tak, jak z tym pierwszym Kimś, Którego wspominam w "Dekadzie..." i w "Roku...". Ale to był Ktoś z Kim rozmawiałam w nieojczystym języku, z Którym grałam w kręgle, od Którego usłyszałam nieraz miłe słowo, Który wysłał mi wiadomość (zachowam ją na zawsze) z gratulacjami z okazji narodzin Syna, z Którym ostatni raz rozmawiałam na jetlagu tuż po powrocie z Kanady... I Którego teraz otuliła szwajcarska ziemia. Ta sama, na której stanęłam dwanaście lat temu i po której ja mogę dalej chodzić...
Myślę sobie, że te przełomowe momenty życia w odniesieniu do emigracji są czymś, co sprawia, że kraj, w którym przyszło nam żyć jako emigrant coraz bardziej powiększa ten rozkrok, a jednocześnie sprawia, że ta Obczyzna staje się coraz bardziej Ojczyzną. Czasami pojawia się też uczucie, że naszej Ojczyźnie, tej pierwszej, bliżej do Obczyzny. Bardzo nieprzyjemne uczucie. Ale ono na szczęście mija.
Niezależnie od tego, czy będę trzymała kiedyś czerwony szwajcarski paszport w dłoni, Szwajcaria ma w moim sercu specjalne miejsce i już od dawna czuję, że jest moją drugą Ojczyzną. Te dwa lata, które zamieniły się niespodziewanie w dwanaście są tego najlepszym dowodem.




0 komentarze :